Korrina Lynn w wieku 26 lat miała już trójkę dzieci i była mężatką. Mieszkała ze swoją rodziną w niewielkim domku na terenie dużej plantacji w Karolinie Południowej, gdzie jej mąż był dozorcą. Korrina urodziła pierwszą córkę mając 15 lat i niestety nie ma informacji, kto był jej ojcem. Korrina wyszła potem za mąż i urodziła dwóch synów.
Kobieta ostatni raz była widziana 20 listopada 1987 roku około godziny 11 wieczorem. Wyszła z domu mówiąc mężowi, że jedzie na przejażdżkę samochodem. Gdy nie zjawiła się na następny dzień w sklepie spożywczym, w którym pracowała, jej szef udał się na poszukiwania. Znalazł auto Korriny zaparkowane przed wjazdem na plantację, jednak po kobiecie nie było śladu. Poszukiwania spełzły na niczym. Nikt nigdy więcej jej nie widział i nie było żadnego tropu wskazującego na to, że kobieta żyje.
Nie wiemy zbyt wiele o szczegółach śledztwa, jednak mam nadzieję, że dokładnie sprawdzono i wykluczono udział męża. Steven Malinoski był ostatnią osobą, która widziała Korrinę i nie podniósł alarmu, gdy ta nie wróciła na noc do domu. Może być na to proste wyjaśnienie – mógł mieć tego dnia nocną zmianę i nie było go w domu, by odkryć, że żona zniknęła. Mimo wszystko, wygląda na to, że Korrina nigdy nie opuściła plantacji w swoim samochodzie. Nie wiadomo, czy w ogóle ją opuściła. Plantacja liczyła 6 tysięcy akrów i pomimo dokładnego przeszukania nie natrafiono na jej ślad.
Wszystko wskazywało na to, że Korrina rozpłynęła się w powietrzu i, gdy zapewne sprawa zaczęła odchodzić w zapomnienie, doszło do kolejnego zaginięcia. 4 października 1988, czyli prawie rok po zniknięciu matki, z przystanku autobusowego na przeciwko plantacji zniknęła jej córka Anette. Podczas poszukiwań jej ojczym znalazł tam karteczkę zapisaną dziecięcym pismem: „Tato, mama wróciła. Uściskaj chłopców”. Śledztwo nie pomogło ustalić, co stało się z Anette. Analiza grafologiczna pozostawionej notatki wykazała, że została ona prawie na pewno napisana przez dziewczynkę, lecz pod wpływem dużego stresu.
Los matki i córki pozostaje do dziś nie znany. W 2000 roku policja otrzymała telefon od anonimowej osoby, która twierdziła, że wie, gdzie zakopane są zwłoki Korriny. Pomimo poszukiwań niczego nie znaleziono i telefon uznawany jest za żart. Pozostaje mieć nadzieję, że Korrina istotnie postanowiła uciec zabierając ze sobą pierwszą córkę i nie padły one ofiarami przestępstwa.
Źródła:
1. charleyproject.com
2. reddit.com
Autor: Agnieszka Rojek
Zapraszamy także do poznania innych interesujących historii kryminalnych publikowanych na naszym portalu detektywistycznym.